Niezła była Wasza reakcja na 16 :) zapraszam na 17 rozdział!
*Oczami Samanty*
Szybko przywołałam się do porządku. O Muspellheimie wiedziałam dużo. Czytałam mnóstwo podań i szybko zrozumiałam zasadę- kto jest silny i sprytny ten eliminuje tych gorszych. Odbijało się to nawet w etykiecie. Sługom nie wolno było spojrzeć w oczy panu, ale jeśli byli dostatecznie sprytni sami mogli nimi zostać. Bardzo podobał mi sie opis walk szlachetnej krwi. Szlachta ubierała się w starożytne stroje przodków i walczyła na noże. Oczywiście nikt nie zakazał wplecenia w to magicznych sztuk.
Mnie i Lokiego poprowadzono do pałacu. Ludzie chodzili i przyglądali nam się z ciekawością. Byli przeróżni. Chodzili w formach ognistych i "zgaszonych". Ja byłam zgaszoną. Nie wiedziałam jak przywołać mój wewnętrzny ogień. Nie wiedziałam co tu się dzieje i czemu zostałam określona jako "siostrzenica królowej". Loki nic mi nie powie. Mimo tego, że nasze relacje sie poprawiły i tak wolał bym myślała sama. No i oczywiście nie zapominajmy, że był złośliwą mendą.
- Panienko, zaprowadzę cię do Twojej komnaty, gdzie przygotuję cię na spotkanie z matką i ciotką- jedna służąca podeszła do mnie. Miała długie czarne włosy i czerwono pomarańczową skórę, na której widniały egzotyczne kwieciste wzory. Loki chciał coś powiedzieć, ale wtedy podniosła wzrok i patrząc mu w oczy mówiła dalej- Gość zostanie zaprowadzony do komnaty w drugim skrzydle pałacu- jej oczy były zielone, a w nich czaiły się dwa ogniki. Była najwyraźniej wyższa stopniem i mogła patrzeć na gości. Była pewnie jedną z Silnych. Byli Silni i Sprytni. Resztę się eliminowało. Czy nie byłam wystarczająco sprytnym dzieckiem? Jak trafiłam do najgorszego ze światów?
Z moich obserwacji wynikało, że jakiś architekt stąd musiał wylądować w Indiach. Wszystko tu przypominało mi tamten rejon. Drzwi do mojej komnaty były olbrzymie i złote. Były misternie zdobione, jednak sprawiały wrażenie lekkich, prawie materiałowych. Służąca wprowadziła mnie do komnaty.
- Witaj w domu pani. Jestem Shiwaya (czyt. Sziwaja) i jestem twoją służącą i twoją strażniczką. Jeśli trzeba, zginę broniąc cie.
Zatkało mnie. Cała komnata była złota, a wyryte w ścianach smoki poruszały się. Z podłogi wyrastała złoto-zielona trawa i złote kwiaty. Czerwone zasłony służyły za wejście na balkon. Sklepienie przypominało kwiat lotosu. Nagle zaczęło sie rozsuwać ukazując niebo. Meble przypominały te asgardzkie. Baldachim nad łóżkiem był biały.
-Może zaczęłybyśmy przygotowania Pani?- wbijała wzrok w złoto-białą posadzkę.
-To dobry pomysł. W międzyczasie opowiedz mi coś o sobie.
-Pani... Czy mogłabyś zmienić się w swoją ognistą formę? Wszystko jest do niej dopasowane- O nie. Tego się bałam. Teraz zobaczy, że nie jestem silna.
Kiedy milczałam służąca podeszła do mnie bliżej i... wywołała na dłoni płomień, którym dotknęła mojej skóry. Cała zaczęłam się zmieniać, tak jak wtedy przy Lokim. Moja pomarańczowa skóra była ozdobiona czerwonymi pasami. Spojrzałam w lustro. Moje oczy były całe niebieskie. Jak lód...
-Czemu to zrobiłaś? Kim jesteś, że chcesz mi pomagać? Spójrz mi w oczy!- Czemu nie chciała dla mnie niczego złego? Za ujawnienie słabości kogoś szlachetnego mogła ją czekać duża nagroda.
-Pozwól Pani, że opowiem ci moją historię. Jestem z rodu szlacheckiego Rōzu. Miałam zostać żoną twego kuzyna. Jednak nie byłam dobrą osobą. Niszczyłam, kradłam, zabijałam... Zapytana odpowiadałam że dla zabawy. Miałam w sobie pokłady złości. W końcu mnie złapali. Zawlekli do sądu. Kiedy mieli mnie zabić byłam smutna. Chciałam się zmienić. I wtedy... Twoja matka mnie ocaliła. Będę służyć tobie i Twojej rodzinie do końca mojego życia i mojej Siły Lwa. Nikomu nie powiem. Możesz mi mówić wszystko. Pójdę za tobą po śmierć i po chwałę. A jeśli tego będzie wymagała sytuacja przyjmę na siebie strzałę, bełt, czar lub miecz wymierzony w ciebie- w jej oku zakręciła się łza. Pierwszy raz od dawna poczułam dla kogoś współczucie.
-Nie będzie potrzeby. Ja tobie też mogę pomagać jeśli chcesz. A mówiłaś coś o moim kuzynie... Wiesz... Nie znam tutejszej monarchii. Mogłabyś mi coś o nim powiedzieć?- najprawdopodobniej tak właśnie znalazłam najlepszą przyjaciółkę. Czułam to w głębi duszy.
czwartek, 19 czerwca 2014
wtorek, 27 maja 2014
Przeprowadzka!
Przepraszam! Mam teraz przeprowadzkę a mój komputer zginął śmiercią tragiczną. Napiszę rozdział jak tylko go odzyskam. Mam już ponad połowę! Będzie baaaaardzo długi jak na mnie. Dzięki Waszej cierpliwości i wierze jeszcze się nie poddałam! Dziękuję Wam!
Pozdrawiam, Wasza Sigyn!
Pozdrawiam, Wasza Sigyn!
środa, 30 kwietnia 2014
Rozdział 16- Za moją powieką
Uwaga! Konkurs na spostrzegawczość! Nie powiem o co chodzi, ale ciekawi mnie, czy same zauważycie coś ciekawego w rozdziałach.
*Oczami Samanty*
Stawiliśmy się z Lokim przy Bifroście tuż po świcie. Nasze bagaże nieśli wojownicy. Loki nadal nie powiedział mi po co wyjeżdżamy z Asgardu. Ze zniecierpliwieniem obserwowałam rycerzy Asgardu starających się niczego nie zepsuć. Wkurzyłam się. Podniosłam rękę i wszystko wypadło im z rąk. W zielonej chmurze przetransportowałam to na stertę bagaży.
-Ktoś tu wstał lewą nogą...- Loki kpił ze mnie ze złośliwym uśmiechem na twarzy.
-Nie lubię jak ktoś się guzdrze. Nie ma miejsca dla takich- odwróciłam się od niego i poszłam w stronę złotego budynku. Po 5 sekundach usłyszałam za sobą jego kroki. Wkońcu się ruszyliśmy.
-I co? Zadowolona?
-Jak najbardziej- powiedziałam ze złowieszczym uśmiechem. Ten wyjazd ciekawie sie zapowiadał.
*Oczami (tamtaram tam!) Lex*
Ile trzeba cierpliwości, żeby całą gimnastykę ćwiczyć bez chwili przerwy. Ta trenerka mnie wykończy! Mam tu jeszcze przychodzić po lekcjach. Przebrałam się w szatni w mój strój na codzień: żółtą bluzę, czarną koszulkę i przetarte jeansy. Ruszyłam w stronę domu. Pogoda rano była piękna, ale teraz zaczynało się ściemniać. Wybrałam ścieżkę przez park. W świetle latarni parkowa alejka wyglądała szczególnie urokliwe. Nie wolno było się tu nikomu zapuszczać odkąd zaginęła pewna dziewczyna. Przypuszcza się, że została porwana. Ja się nie bałam, a nie miałam nikogo, kto by sie przejął moim losem. Ale to nic. Sama potrafię o siebie zadbać. Żulerka z tutejszego miasta mnie znała i każdy wiedział, że lepiej mnie nie zaczepiać. Kiedy podeszłam pod dom była już noc. Otworzyłam drzwi kluczami i weszłam na klatkę schodową. W windzie przejrzałam się w lustrze. Moje brązowe włosy sięgały lekko za łopatki. Miałam ciemne grube brwi i brązowe oczy. Moja karnacja wyróżniała mnie z tłumu. Moja skóra była oliwkowa, ale równocześnie lekko blada i przygaszona. Mało jaki strój mi pasował, nie nadawałaby się do malowanych lalek, hip-hopowców i innych takich. Byłam od zawsze po prostu sobą. Lex Smith.
Otworzyłam drzwi do mieszkania i od razu zorientowałam się, że coś jest nie tak. Jak najciszej, tak jak mnie uczono na kursach. Światło z lampki z salonu i muzyka dobiegająca stamtąd były najlepszym dowodem na to, że ktoś jest u mnie w mieszkaniu. Wyciągnęłam nóż z kieszeni. Szłam w stronę salonu, gdy nagle...
- Rzuć nóż- poczułam ostrze na mojej szyii- nic ci nie zrobię, ale odrzuć broń.
Odłożyłam ostry przedmiot na podłogę. Spojrzałam w lustro i... Moje serce przyspieszyło.
- Dobrze. Jeśli będziesz tak miła i nie krzykniesz odsłonię ci usta- pokiwałam głową- będę tu tylko trochę. Potrzebuję trochę się zregenerować...- to był czas na działanie. Miałam złapać go za rękę i odebrać broń, zamienić role, ale jego ręka... Jego ręka była...- Nie próbuj sztuczek!- wzmocnił uścisk. Już czułam jak przyciska ostrze mocniej do mojej szyii i... Padł na ziemię. Był nieprzytomny. Chwile patrzyłam na niego przerażona, ale szybko się ogarnęłam. Wiedziałam co zrobić.
*Oczami Lokiego*
Nie wiem co w nią wstąpiło. Jednego dnia miła i spokojna a następnego przepełnione sarkazmem i wredna. Cały czas mnie zaskakiwała. Objąłem ją i tęczowy most się otworzył. Zawsze lubiłem to uczucie, kiedy gwiazdy otaczały mnie z każdej strony. To było niesamowite i nawet mimo tylu lat podróżowania w ten sposób dalej mnie to niezwykle zachwycało. To była prawdziwa magia. Samanta też się rozluźniła. Ostatnio coraz częściej zdarzało się jej tak zachowywać. Nic z tego nie rozumiałem. Zajmę się tym. Porozmawiam z nią po powrocie. Wylądowaliśmy na wielkim dziedzińcu. Otaczały go drzewa o złoto-czerwonych liściach. Było tu całkiem ładnie, jak na mój gust, ale zdecydowanie za ciepło.
- Witaj królu Loki. Czekaliśmy na ciebie i twą towarzyszkę. Witajcie w Muspellheimie! Miło nam gościć władcę Asgardu i siostrzenicę naszej królowej! Cieszymy się, że nasze światy się połączą dzięki waszemu małżeństwu!- w tej chwili żałowałem, że nie mam aparatu. Jej mina była bezcenna.
*Oczami włamywacza*
Otworzyłem oczy. Głowa bolała mnie tak, że myślałem, że eksploduje. Podniosłem głowę.
- Nie radzę ci sie ruszać- to był kobiecy głos. Spojrzałem nad siebie.
- Co ty mi robisz?- zapytałem słabym głosem. Nie miałem na nic siły.
- Powiedzmy, że operację na otwartej ręce. Bardzo dzielnie to znosisz.
- Znosiłem gorszy ból- dziewczyna była skupiona na mojej ręce, więc wykorzystałem chwilę, żeby lepiej jej się przyjrzeć. Miała brązowe włosy, które normalnie sięgały pewnie za łopatki, teraz jednak swobodnie opadały na ramiona. Jej brązowe oczy były poprzeplatane złotymi nitkami. Jej ciemne brwi były lekko zmarszczone kiedy ze skupieniem zajmowała się moją ręką. Miała bardzo delikatne dłonie i wyglądała na wysportowaną.
- Napatrzyłeś się? Czy mam pozować?- spytała z przekąsem- To, że się na czymś skupiam nie znaczy, że nie czuję, kiedy jestem obserwowana.
- Kto tak cię wyszkolił, że kiedy masz nóż przy gardle próbujesz walczyć?
- O nie- teraz patrzyła mi prosto w oczy- Na pytania będziesz odpowiadał ty.
- Zatem?- uśmiechnąłem się, mimo, że nie mogła tego zobaczyć. I tak nie wie o co pytać. Nawet nie wie kim jestem, a nawet jeśli trafi z pytaniem, to nic nie powiem. I co? Będzie mnie torturować? Jej pytanie, udowodniło mi,że jednak powinienem na nią uważać.
-Zatem, co w moim domu robi Zimowy Żołnierz?
*Oczami Samanty*
Stawiliśmy się z Lokim przy Bifroście tuż po świcie. Nasze bagaże nieśli wojownicy. Loki nadal nie powiedział mi po co wyjeżdżamy z Asgardu. Ze zniecierpliwieniem obserwowałam rycerzy Asgardu starających się niczego nie zepsuć. Wkurzyłam się. Podniosłam rękę i wszystko wypadło im z rąk. W zielonej chmurze przetransportowałam to na stertę bagaży.
-Ktoś tu wstał lewą nogą...- Loki kpił ze mnie ze złośliwym uśmiechem na twarzy.
-Nie lubię jak ktoś się guzdrze. Nie ma miejsca dla takich- odwróciłam się od niego i poszłam w stronę złotego budynku. Po 5 sekundach usłyszałam za sobą jego kroki. Wkońcu się ruszyliśmy.
-I co? Zadowolona?
-Jak najbardziej- powiedziałam ze złowieszczym uśmiechem. Ten wyjazd ciekawie sie zapowiadał.
*Oczami (tamtaram tam!) Lex*
Ile trzeba cierpliwości, żeby całą gimnastykę ćwiczyć bez chwili przerwy. Ta trenerka mnie wykończy! Mam tu jeszcze przychodzić po lekcjach. Przebrałam się w szatni w mój strój na codzień: żółtą bluzę, czarną koszulkę i przetarte jeansy. Ruszyłam w stronę domu. Pogoda rano była piękna, ale teraz zaczynało się ściemniać. Wybrałam ścieżkę przez park. W świetle latarni parkowa alejka wyglądała szczególnie urokliwe. Nie wolno było się tu nikomu zapuszczać odkąd zaginęła pewna dziewczyna. Przypuszcza się, że została porwana. Ja się nie bałam, a nie miałam nikogo, kto by sie przejął moim losem. Ale to nic. Sama potrafię o siebie zadbać. Żulerka z tutejszego miasta mnie znała i każdy wiedział, że lepiej mnie nie zaczepiać. Kiedy podeszłam pod dom była już noc. Otworzyłam drzwi kluczami i weszłam na klatkę schodową. W windzie przejrzałam się w lustrze. Moje brązowe włosy sięgały lekko za łopatki. Miałam ciemne grube brwi i brązowe oczy. Moja karnacja wyróżniała mnie z tłumu. Moja skóra była oliwkowa, ale równocześnie lekko blada i przygaszona. Mało jaki strój mi pasował, nie nadawałaby się do malowanych lalek, hip-hopowców i innych takich. Byłam od zawsze po prostu sobą. Lex Smith.
Otworzyłam drzwi do mieszkania i od razu zorientowałam się, że coś jest nie tak. Jak najciszej, tak jak mnie uczono na kursach. Światło z lampki z salonu i muzyka dobiegająca stamtąd były najlepszym dowodem na to, że ktoś jest u mnie w mieszkaniu. Wyciągnęłam nóż z kieszeni. Szłam w stronę salonu, gdy nagle...
- Rzuć nóż- poczułam ostrze na mojej szyii- nic ci nie zrobię, ale odrzuć broń.
Odłożyłam ostry przedmiot na podłogę. Spojrzałam w lustro i... Moje serce przyspieszyło.
- Dobrze. Jeśli będziesz tak miła i nie krzykniesz odsłonię ci usta- pokiwałam głową- będę tu tylko trochę. Potrzebuję trochę się zregenerować...- to był czas na działanie. Miałam złapać go za rękę i odebrać broń, zamienić role, ale jego ręka... Jego ręka była...- Nie próbuj sztuczek!- wzmocnił uścisk. Już czułam jak przyciska ostrze mocniej do mojej szyii i... Padł na ziemię. Był nieprzytomny. Chwile patrzyłam na niego przerażona, ale szybko się ogarnęłam. Wiedziałam co zrobić.
*Oczami Lokiego*
Nie wiem co w nią wstąpiło. Jednego dnia miła i spokojna a następnego przepełnione sarkazmem i wredna. Cały czas mnie zaskakiwała. Objąłem ją i tęczowy most się otworzył. Zawsze lubiłem to uczucie, kiedy gwiazdy otaczały mnie z każdej strony. To było niesamowite i nawet mimo tylu lat podróżowania w ten sposób dalej mnie to niezwykle zachwycało. To była prawdziwa magia. Samanta też się rozluźniła. Ostatnio coraz częściej zdarzało się jej tak zachowywać. Nic z tego nie rozumiałem. Zajmę się tym. Porozmawiam z nią po powrocie. Wylądowaliśmy na wielkim dziedzińcu. Otaczały go drzewa o złoto-czerwonych liściach. Było tu całkiem ładnie, jak na mój gust, ale zdecydowanie za ciepło.
- Witaj królu Loki. Czekaliśmy na ciebie i twą towarzyszkę. Witajcie w Muspellheimie! Miło nam gościć władcę Asgardu i siostrzenicę naszej królowej! Cieszymy się, że nasze światy się połączą dzięki waszemu małżeństwu!- w tej chwili żałowałem, że nie mam aparatu. Jej mina była bezcenna.
*Oczami włamywacza*
Otworzyłem oczy. Głowa bolała mnie tak, że myślałem, że eksploduje. Podniosłem głowę.
- Nie radzę ci sie ruszać- to był kobiecy głos. Spojrzałem nad siebie.
- Co ty mi robisz?- zapytałem słabym głosem. Nie miałem na nic siły.
- Powiedzmy, że operację na otwartej ręce. Bardzo dzielnie to znosisz.
- Znosiłem gorszy ból- dziewczyna była skupiona na mojej ręce, więc wykorzystałem chwilę, żeby lepiej jej się przyjrzeć. Miała brązowe włosy, które normalnie sięgały pewnie za łopatki, teraz jednak swobodnie opadały na ramiona. Jej brązowe oczy były poprzeplatane złotymi nitkami. Jej ciemne brwi były lekko zmarszczone kiedy ze skupieniem zajmowała się moją ręką. Miała bardzo delikatne dłonie i wyglądała na wysportowaną.
- Napatrzyłeś się? Czy mam pozować?- spytała z przekąsem- To, że się na czymś skupiam nie znaczy, że nie czuję, kiedy jestem obserwowana.
- Kto tak cię wyszkolił, że kiedy masz nóż przy gardle próbujesz walczyć?
- O nie- teraz patrzyła mi prosto w oczy- Na pytania będziesz odpowiadał ty.
- Zatem?- uśmiechnąłem się, mimo, że nie mogła tego zobaczyć. I tak nie wie o co pytać. Nawet nie wie kim jestem, a nawet jeśli trafi z pytaniem, to nic nie powiem. I co? Będzie mnie torturować? Jej pytanie, udowodniło mi,że jednak powinienem na nią uważać.
-Zatem, co w moim domu robi Zimowy Żołnierz?
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
AAAAAAAAA!!!!!!!!
Przepraszam, przepraszam, przepraszam! Po pierwsze: dziękuję, że czekacie. To dla mnie ważne. Po drugie: przegapiłam 5000 wejść! Cholera! Po trzecie: komputer padł. Tryba awaryjny nie dał rady i piszę z telefonu. Ogłaszamy też oficjalnie, że zawieszam!!! ....... Żart :) dodaję natomiast nowy wątek z nowymi bohaterami od następnego rozdziału. Mam nadzieję, że wam się spodoba! Rozdział dodam jak uzyskam dostęp do komputera! Do napisania! I miłej MAJÓWKI!
piątek, 18 kwietnia 2014
Rozdział 15- Leży cmentarz
*Samanta*
Jasna cholera! Co mnie napadło? Chyba go polubiłam. Coś dziwnego we mnie siedzi... Czuję gulę w żołądku. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Nie ważne. Ważne jest to że spóźnia się na lekcje. Nie było by o dziwne, gdyby nie jego punktualność.
-Loki... Jeśli się w coś wpakowałeś, to nie ręczę za siebie- już miałam wstać gdy poczułam rękę na ramieniu.
-Nie martw się tak o mnie. Dam sobie radę. Aż tak się o mnie troszczysz?- Jego lekko kpiący ton mnie lekko irytował,a zarazem... rozbawiał.
-Troska? Nie. Raczej to, że ja bym musiała po tobie sprzątać. Więc co się stało, że się Pan spóźnił, drogi nauczycielu- uśmiechnęłam się i wstałam obracając się w jego stronę. Dzieliły nas milimetry. Jego twarz spoważniała.
-Mamy więźniów na wolności. Na pewno stanie się to kłopotem.
-My nie damy im rady? Nie wierzę. Czy w twoich oczach dostrzegam strach?- chyba posunęłam się za daleko. Wyglądał na zdenerwowanego.
-Ja się nie boję, jednak wiem, że Thor i ta twoja siostrunia mogą namieszać. Dlatego musimy szukać sprzymierzeńców i znaleźć ich szybciej niż mój przygłupi braciszek. Rozumiesz?- wysyczał prosto w moje ucho. Jego lodowata dłoń ściskała mój nadgarstek. Chyba zaczynałam się bać. Nie chciałam go rozgniewać.
-Nie wiedziałam,że o nich chodzi- wyprostowałam się i spojrzałam mu prosto w oczy- Dołożę wszelkich starań by przyczynić się do ich odnalezienia. Czy mógłbyś puścić moją rękę, królu?
Z jego oczu zniknęły gniewne ogniki. Rozluźnił uchwyt, ale mnie nie puścił.
-Inni się tym zajmą. Ty uważaj na siebie i się w to nie wplącz. Thor cię bardzo nie lubi. Chyba nie chcemy, żeby coś ci się stało- rzekł oddalając się lekko.
-My?- posłałam mu pytające spojrzenie.
-My. Miałaś rację. Powinniśmy trzymać się razem. Nie znam nikogo tak zakłamanego w całych dziewięciu światach, jak nasza dwójka- posłał mi lekki i szczery uśmiech. Odwzajemniłam go. Cieszę się, że nie mam w nim wroga. Jest jedyną osobą, której mogę się trzymać... Chociaż to niebezpieczne, bo jeśli na chwilę stracę uwagę, może posłać mnie na dno. Ale tonący chwyta się brzytwy, nieprawdaż?
-Mam jedno pytanie Samanto... Czy pamiętałaś o spakowaniu się? Przypomnę, że wyruszamy o świcie- moja reakcja... O. Na. Moją. Udręczoną. Głowę. Zapomniałam!
-Czy miałbyś coś przeciwko, gdybym teraz...
-Leć. Po drodze możesz ewentualnie poćwiczyć telepor...- zniknęłam zanim dokończył zdanie. niech wie, że na czym jak na czym, ale na teleportowaniu się, znam się jak nikt inny.
Kiedy zapakowałam rzeczy poszłam się umyć. Moja łazienka pachniała morzem. Delikatne zielenie splatały się ze złotem i bielą w idealnej harmonii. Napuściłam wody do wanny i oddałam się relaksowi. Moje włosy otaczały mnie i łaskotały. Zamknęłam oczy i oddałam się rozmyślaniom. Nie wiem co przyniesie jutro. Wiem, że zyskałam dziś oparcie. Niepewne, ale oparcie.
Może mogłabym do niego coś poczuć? Czas przyniesie odpowiedź...
*Loki*
Kiedy zniknęła, zaśmiałem się. Potrafi być irytująca, ale jest to na swój sposób zabawne. To w jaki sposób ośmiela się mnie traktować mi nie przeszkadza. Raczej imponuje. Zdarza się jej przegiąć ale szybko się wycofuje. Chyba nie lubi kiedy się denerwuję... Przy niej na jaw wychodzi moja lepsza strona. Poszedłem w stronę jej pokoju. Miałem ochotę na spacer, a to był niezły kawałek drogi. Po drodze układałem plany na jutro. Przygotowania do wielu rzeczy zaprzątały moją głowę. Wszystko musiało być gotowe i idealne. Tuż po powrocie z podróży zaczniemy przygotowania do... Tak. To dobry pomysł.
Stanąłem pod jej komnatą. Skupiłem się, a kiedy nie wyczułem jej obecności w pokoju, wszedłem tam. Już się tu całkiem porządnie urządziła i chyba zaczynała się dobrze czuć. Teraz przystępujemy do planu. Wyczarowałem jedną białą różę i położyłem na jej poduszce. Otoczyłem ją paroma zaklęciami i szybko wyszedłem. Był to mały psikus z mojej strony, ale bardzo ciekawi mnie, jak na to zareaguje. Troszkę osłabimy jej wieczny upór... Jeszcze nie wie, ale nawet się nie zorientuje, kiedy straci dla mnie głowę... Nie oddam nic co należy do mnie. Nigdy i nikomu...
Jasna cholera! Co mnie napadło? Chyba go polubiłam. Coś dziwnego we mnie siedzi... Czuję gulę w żołądku. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Nie ważne. Ważne jest to że spóźnia się na lekcje. Nie było by o dziwne, gdyby nie jego punktualność.
-Loki... Jeśli się w coś wpakowałeś, to nie ręczę za siebie- już miałam wstać gdy poczułam rękę na ramieniu.
-Nie martw się tak o mnie. Dam sobie radę. Aż tak się o mnie troszczysz?- Jego lekko kpiący ton mnie lekko irytował,a zarazem... rozbawiał.
-Troska? Nie. Raczej to, że ja bym musiała po tobie sprzątać. Więc co się stało, że się Pan spóźnił, drogi nauczycielu- uśmiechnęłam się i wstałam obracając się w jego stronę. Dzieliły nas milimetry. Jego twarz spoważniała.
-Mamy więźniów na wolności. Na pewno stanie się to kłopotem.
-My nie damy im rady? Nie wierzę. Czy w twoich oczach dostrzegam strach?- chyba posunęłam się za daleko. Wyglądał na zdenerwowanego.
-Ja się nie boję, jednak wiem, że Thor i ta twoja siostrunia mogą namieszać. Dlatego musimy szukać sprzymierzeńców i znaleźć ich szybciej niż mój przygłupi braciszek. Rozumiesz?- wysyczał prosto w moje ucho. Jego lodowata dłoń ściskała mój nadgarstek. Chyba zaczynałam się bać. Nie chciałam go rozgniewać.
-Nie wiedziałam,że o nich chodzi- wyprostowałam się i spojrzałam mu prosto w oczy- Dołożę wszelkich starań by przyczynić się do ich odnalezienia. Czy mógłbyś puścić moją rękę, królu?
Z jego oczu zniknęły gniewne ogniki. Rozluźnił uchwyt, ale mnie nie puścił.
-Inni się tym zajmą. Ty uważaj na siebie i się w to nie wplącz. Thor cię bardzo nie lubi. Chyba nie chcemy, żeby coś ci się stało- rzekł oddalając się lekko.
-My?- posłałam mu pytające spojrzenie.
-My. Miałaś rację. Powinniśmy trzymać się razem. Nie znam nikogo tak zakłamanego w całych dziewięciu światach, jak nasza dwójka- posłał mi lekki i szczery uśmiech. Odwzajemniłam go. Cieszę się, że nie mam w nim wroga. Jest jedyną osobą, której mogę się trzymać... Chociaż to niebezpieczne, bo jeśli na chwilę stracę uwagę, może posłać mnie na dno. Ale tonący chwyta się brzytwy, nieprawdaż?
-Mam jedno pytanie Samanto... Czy pamiętałaś o spakowaniu się? Przypomnę, że wyruszamy o świcie- moja reakcja... O. Na. Moją. Udręczoną. Głowę. Zapomniałam!
-Czy miałbyś coś przeciwko, gdybym teraz...
-Leć. Po drodze możesz ewentualnie poćwiczyć telepor...- zniknęłam zanim dokończył zdanie. niech wie, że na czym jak na czym, ale na teleportowaniu się, znam się jak nikt inny.
Kiedy zapakowałam rzeczy poszłam się umyć. Moja łazienka pachniała morzem. Delikatne zielenie splatały się ze złotem i bielą w idealnej harmonii. Napuściłam wody do wanny i oddałam się relaksowi. Moje włosy otaczały mnie i łaskotały. Zamknęłam oczy i oddałam się rozmyślaniom. Nie wiem co przyniesie jutro. Wiem, że zyskałam dziś oparcie. Niepewne, ale oparcie.
Może mogłabym do niego coś poczuć? Czas przyniesie odpowiedź...
*Loki*
Kiedy zniknęła, zaśmiałem się. Potrafi być irytująca, ale jest to na swój sposób zabawne. To w jaki sposób ośmiela się mnie traktować mi nie przeszkadza. Raczej imponuje. Zdarza się jej przegiąć ale szybko się wycofuje. Chyba nie lubi kiedy się denerwuję... Przy niej na jaw wychodzi moja lepsza strona. Poszedłem w stronę jej pokoju. Miałem ochotę na spacer, a to był niezły kawałek drogi. Po drodze układałem plany na jutro. Przygotowania do wielu rzeczy zaprzątały moją głowę. Wszystko musiało być gotowe i idealne. Tuż po powrocie z podróży zaczniemy przygotowania do... Tak. To dobry pomysł.
Stanąłem pod jej komnatą. Skupiłem się, a kiedy nie wyczułem jej obecności w pokoju, wszedłem tam. Już się tu całkiem porządnie urządziła i chyba zaczynała się dobrze czuć. Teraz przystępujemy do planu. Wyczarowałem jedną białą różę i położyłem na jej poduszce. Otoczyłem ją paroma zaklęciami i szybko wyszedłem. Był to mały psikus z mojej strony, ale bardzo ciekawi mnie, jak na to zareaguje. Troszkę osłabimy jej wieczny upór... Jeszcze nie wie, ale nawet się nie zorientuje, kiedy straci dla mnie głowę... Nie oddam nic co należy do mnie. Nigdy i nikomu...
sobota, 22 marca 2014
Rozdział 14- A zarazem daleko...
*Oczami Samanty*
-Co ty...? Co ty namalowałaś?! - Loki był wściekły.
-Nie wiem. Bez przepaski na oczach nie wolno mi na to spojrzeć. Mam malować emocje i sceny z mojego umysłu. Sny, wspomnienia... Coś nie tak? Namalowałam coś... niestosownego?- Bałam się. Co jeśli namalowałam nasz... Nasz pocałunek? Moja głupia głowa mogła mi to podsunąć...
-Nieważne. Idę do siebie. Niedługo przyjdę- Już miał otworzyć drzwi, gdy złapałam go za rękę. Odwrócił się i spojrzał na mnie zdziwiony.
-Loki... Czy... Loki, czy ty... Ty mnie nienawidzisz?
-Nie. Ja raczej nie nienawidzę bez powodu. A czemu pytasz?
-Bo...- wzięłam głębszy oddech- Loki, ja znam tu głównie ciebie. Nigdy nikomu nie ufałam i zawsze byłam sama. Nie lubię ludzi. Ale ty jesteś... Jesteś inny. Jesteś do mnie podobny. Nie pozwolisz mi w tym wszystkim utonąć?
-Jestem najmniej odpowiednią osobą. Jestem wredny, oszukuję, ośmieszam i knuję. Chcesz pomocy od takiej osoby?
-Tak. Chcę pomocy od kogoś takiego jak ja.
-Uprzedzam, że jestem trudnym kompanem.
-Chyba już się o tym przekonałam. Chyba głównie przekonywałam się o tym na początku. Czy możemy coś ustalić?
-Zależy co- Loki był ludzki. Miałam nadzieje, że zgodzi się na to...
-Loki, czy możemy czasem po prostu rozmawiać? Bez krętactw, bez większych złośliwości? Tak... szczerze?
-Pytasz o to kłamcę?- uśmiechnął się lekko.
-Tak. Dla mnie też to będzie trudne. Nie dzielę się raczej niczym... Zresztą... Nieważne. Zapomnij.
-Nie- spojrzałam na niego zdziwiona- Jesteśmy do siebie podobni. Możliwe że się zrozumiemy. Chcesz się dowiedzieć czegoś na chwilę obecną?
-Chyba przychodzi mi do głowy najgłupsze pytanie z możliwych- uśmiechnęłam się do niego jednym z nielicznych szczerych uśmiechów.
-Śmiało.
-Skąd tyle legend o twoich dzieciach? I czy naprawdę jesteś matk...
-Nie! Nie, nie jestem. Legendy... U nas raczej plotki, to próba ośmieszenia mnie, zamazania pamięci o zbrodni Odyna, a że nie jestem lubiany przybrały taką formę. Teraz moja kolej na pytanie.
-Słucham.
-Czemu tak nagle przyszło ci do głowy, żeby spróbować się ze mną zaprzyjaźnić? Zawsze byłaś złośliwa i nie wyglądałaś na osobę do rozmów.
-No patrz- udałam zdziwienie- Ty raczej też. Ale serio, znalazłam książkę w bibliotece. Książkę o lustrach. I przeczytałam, że lustra często zostają dobrymi przyjaciółmi. Pomyślałam, że komu jak komu, ale nam przydałby się ktoś, kto wszystko zrozumie.
-Prawda. Ale... Muszę iść. I pamiętaj. Ja nie pozwolę ci utonąć. Nigdy.
Zostawił mnie w pokoju samą. Rozmyślałam o naszej rozmowie i zastanawiałam się co mnie napadło.
*Oczami Lokiego*
To nie było do mnie podobna, ale naprawdę poczułem, że mogę komuś zaufać i pozwolić sobie pomóc. Postanowiłem spróbować zaufać. Poza tym kiedy zapytała, czy nie pozwolę jej utonąć, przypominała mi mnie samego. Moja dusza krzyczała to do wszechświata codziennie, lecz nikt nie odbierał wiadomości stłumionej przez maskę, którą sam założyłem. Dlatego musiałem jej pomóc. Dlatego nie zależnie od tego, kim jestem- wygnańcem, królem czy zbrodniarzem- mam zamiar o nią dbać. Teraz nie jest już tylko potrzebnym przedmiotem, pionkiem w grze. Jest dla mnie ważna. Jest moim słabym punktem, którego nikt nie wykorzysta, bo oprócz mojej ochrony, sama świetnie daje sobie radę. Muszę zapisać ją na jakąś sztukę walki. Nadadzą się te jej ukochane noże. Nie przyznam jej nigdy, że jest dla mnie ważna. Jest zbyt wartościowa, żebym stracił ją z tak błahego powodu. Nikt nie wie o czym myślę... A ona będzie osobą której nikt nie zrani. Już od początku czułem przy niej coś dziwnego. No, i jeszcze to podobieństwo...
Ja chyba... Chyba coś do niej czuję. Nie jest to na razie nic wielkiego, ale wiem, że i tak nie dam jej skrzywdzić. Jest teraz moja. Nikt jej nawet nie tknie. Należy do mnie!
To myśląc udałem się do komnaty chłopców. Zaopiekowałem się nimi i posłałem na obiad. Miałem jeszcze dużo do załatwienia... Najpierw źrebak. Kazałem przygotować pokój.
Stajnie królewskie były olbrzymie, jednak znajdował się tam tylko jeden wierzchowiec. Mój syn.
-Sleppie!- w odpowiedzi usłyszałem wściekłe rżenie i stukanie kopyt o marmurową podłogę. Ośmiu kopyt- Czy nie możesz się zmienić, byśmy mogli chwilkę porozmawiać?
-Spadaj.
-I po kim ty taki wygadany, powiesz mi? Zbieraj się, idziemy!
-Z tobą? Gdzie i po co?
-Idziemy do twojego pokoju. Przeprowadzasz się do zamku.
Jedna sprawa z głowy. Teraz idę przygotować lekcje dla Samanty i załatwić jej treningi.
Jestem dziś tak zapracowany...
Do komnaty wpadł strażnik.
-Panie! Thor i jego narzeczona uciekli z lochów i z Asgardu!
-Co ty...? Co ty namalowałaś?! - Loki był wściekły.
-Nie wiem. Bez przepaski na oczach nie wolno mi na to spojrzeć. Mam malować emocje i sceny z mojego umysłu. Sny, wspomnienia... Coś nie tak? Namalowałam coś... niestosownego?- Bałam się. Co jeśli namalowałam nasz... Nasz pocałunek? Moja głupia głowa mogła mi to podsunąć...
-Nieważne. Idę do siebie. Niedługo przyjdę- Już miał otworzyć drzwi, gdy złapałam go za rękę. Odwrócił się i spojrzał na mnie zdziwiony.
-Loki... Czy... Loki, czy ty... Ty mnie nienawidzisz?
-Nie. Ja raczej nie nienawidzę bez powodu. A czemu pytasz?
-Bo...- wzięłam głębszy oddech- Loki, ja znam tu głównie ciebie. Nigdy nikomu nie ufałam i zawsze byłam sama. Nie lubię ludzi. Ale ty jesteś... Jesteś inny. Jesteś do mnie podobny. Nie pozwolisz mi w tym wszystkim utonąć?
-Jestem najmniej odpowiednią osobą. Jestem wredny, oszukuję, ośmieszam i knuję. Chcesz pomocy od takiej osoby?
-Tak. Chcę pomocy od kogoś takiego jak ja.
-Uprzedzam, że jestem trudnym kompanem.
-Chyba już się o tym przekonałam. Chyba głównie przekonywałam się o tym na początku. Czy możemy coś ustalić?
-Zależy co- Loki był ludzki. Miałam nadzieje, że zgodzi się na to...
-Loki, czy możemy czasem po prostu rozmawiać? Bez krętactw, bez większych złośliwości? Tak... szczerze?
-Pytasz o to kłamcę?- uśmiechnął się lekko.
-Tak. Dla mnie też to będzie trudne. Nie dzielę się raczej niczym... Zresztą... Nieważne. Zapomnij.
-Nie- spojrzałam na niego zdziwiona- Jesteśmy do siebie podobni. Możliwe że się zrozumiemy. Chcesz się dowiedzieć czegoś na chwilę obecną?
-Chyba przychodzi mi do głowy najgłupsze pytanie z możliwych- uśmiechnęłam się do niego jednym z nielicznych szczerych uśmiechów.
-Śmiało.
-Skąd tyle legend o twoich dzieciach? I czy naprawdę jesteś matk...
-Nie! Nie, nie jestem. Legendy... U nas raczej plotki, to próba ośmieszenia mnie, zamazania pamięci o zbrodni Odyna, a że nie jestem lubiany przybrały taką formę. Teraz moja kolej na pytanie.
-Słucham.
-Czemu tak nagle przyszło ci do głowy, żeby spróbować się ze mną zaprzyjaźnić? Zawsze byłaś złośliwa i nie wyglądałaś na osobę do rozmów.
-No patrz- udałam zdziwienie- Ty raczej też. Ale serio, znalazłam książkę w bibliotece. Książkę o lustrach. I przeczytałam, że lustra często zostają dobrymi przyjaciółmi. Pomyślałam, że komu jak komu, ale nam przydałby się ktoś, kto wszystko zrozumie.
-Prawda. Ale... Muszę iść. I pamiętaj. Ja nie pozwolę ci utonąć. Nigdy.
Zostawił mnie w pokoju samą. Rozmyślałam o naszej rozmowie i zastanawiałam się co mnie napadło.
*Oczami Lokiego*
To nie było do mnie podobna, ale naprawdę poczułem, że mogę komuś zaufać i pozwolić sobie pomóc. Postanowiłem spróbować zaufać. Poza tym kiedy zapytała, czy nie pozwolę jej utonąć, przypominała mi mnie samego. Moja dusza krzyczała to do wszechświata codziennie, lecz nikt nie odbierał wiadomości stłumionej przez maskę, którą sam założyłem. Dlatego musiałem jej pomóc. Dlatego nie zależnie od tego, kim jestem- wygnańcem, królem czy zbrodniarzem- mam zamiar o nią dbać. Teraz nie jest już tylko potrzebnym przedmiotem, pionkiem w grze. Jest dla mnie ważna. Jest moim słabym punktem, którego nikt nie wykorzysta, bo oprócz mojej ochrony, sama świetnie daje sobie radę. Muszę zapisać ją na jakąś sztukę walki. Nadadzą się te jej ukochane noże. Nie przyznam jej nigdy, że jest dla mnie ważna. Jest zbyt wartościowa, żebym stracił ją z tak błahego powodu. Nikt nie wie o czym myślę... A ona będzie osobą której nikt nie zrani. Już od początku czułem przy niej coś dziwnego. No, i jeszcze to podobieństwo...
Ja chyba... Chyba coś do niej czuję. Nie jest to na razie nic wielkiego, ale wiem, że i tak nie dam jej skrzywdzić. Jest teraz moja. Nikt jej nawet nie tknie. Należy do mnie!
To myśląc udałem się do komnaty chłopców. Zaopiekowałem się nimi i posłałem na obiad. Miałem jeszcze dużo do załatwienia... Najpierw źrebak. Kazałem przygotować pokój.
Stajnie królewskie były olbrzymie, jednak znajdował się tam tylko jeden wierzchowiec. Mój syn.
-Sleppie!- w odpowiedzi usłyszałem wściekłe rżenie i stukanie kopyt o marmurową podłogę. Ośmiu kopyt- Czy nie możesz się zmienić, byśmy mogli chwilkę porozmawiać?
-Spadaj.
-I po kim ty taki wygadany, powiesz mi? Zbieraj się, idziemy!
-Z tobą? Gdzie i po co?
-Idziemy do twojego pokoju. Przeprowadzasz się do zamku.
Jedna sprawa z głowy. Teraz idę przygotować lekcje dla Samanty i załatwić jej treningi.
Jestem dziś tak zapracowany...
Do komnaty wpadł strażnik.
-Panie! Thor i jego narzeczona uciekli z lochów i z Asgardu!
poniedziałek, 10 marca 2014
Rozdział 13- Blisko
Przepraszam!!!
*Loki *
Kiedy wróciłem do pałacu, była późna noc. Udałem się do komnat Samanty. Otworzyłem drzwi. Otoczył mnie zapach Asgardzkich kwiatów. Dziewczyna leżała na łożu. Jej włosy opadały jej na ramiona. Nawet ja musiałem przyznać, że jest piękna. Jej twarz miała niewinny wyraz. Jej skóra była biała jak śnieg. Miała długie, czarne, rzęsy i delikatnie zaróżowione policzki.
Postanowiłem rozejrzeć się po jej komnacie. Nie było tu zbyt wielu rzeczy. Jedyne, co zauważyłem nowego, to sztaluga a na niej płótno. Naokoło były porozstawiane farby. Na malunku widać już było zarys dwójki ludzi. Najprawdopodobniej była to para zakochanych. Podszedłem do jej biurka. Na nim leżał rysunek. Było to oko. Niby nic nadzwyczajnego. Narysowane całkiem dobrze jak na początek jej nauki. Jedno mnie zaciekawiło. Przyjrzałem się uważniej. Nie zorientowałbym się, gdyby nie inne kawałki twarzy, ale na rysunku... Ona narysowała moje oko. To zdecydowanie nie jest normalne. Ta dziewczyna mnie denerwuje. Zawsze gdy myślę, że znam ją na wylot i już rozumiem jej tok myślenia, ona robi obrót o sto osiemdziesiąt stopni. Rozumiem. Gdy mieszkała ze mną w kryjówce, oszukała mnie. Przyznaję. Ale teraz? Nie rozumiałem co się dzieje w jej głowie.
Poszedłem do mojej komnaty i od razu zorientowałem się, że coś jest nie tak. W moim pokoju mimo zapalonego światła widać było cienie. Na moim łóżku siedział...
-Witaj tatuś. Dawno żeśmy się nie widzieli- powiedział 17-nastolatek.
-Witaj synu. Co cię tu sprowadza?- Szlag! Zapomniałem o nim. Zapewniając mu przetrwanie, sprowadziłem na siebie jego nienawiść.
-No wiesz, nudziło mi się samemu w stajni. Kiedyś chociaż chciało ci się ruszyć tyłek i mnie odwiedzić.
-Sleipnirze!...
-Kiedyś mówiłeś do mnie Sleppie. Może wtedy bałem się powiedzieć ci w twarz, co o tobie myślę i byłem dobrym chłopcem? To po co oddawałeś mnie do dziadka, żeby woził na mnie swoje tłuste dupko?!
-Musiałem cię ratować, nie rozumiesz?!
-To czemu nie uratowałeś matki?!- szczeniak... raczej źrebak przegiął. Wokół mnie utworzyły się małe zielone obłoki z których trzaskały małe pioruny- Tak! Najlepiej rób to co wychodzi ci najlepiej! To twoja wina!!!
Opanowałem się -Lepiej wracaj do siebie. Nie mam teraz czasu z tobą rozmawiać.
Naburmuszony wyszedł z mojej komnaty. Westchnąłem. Miał rację. Zamiast ją ratować, ja stałem i przypatrywałem się, jak uchodzi z niej życie. Położyłem się na łóżku i zasnąłem. Całą noc dręczyły mnie koszmary.
***
Rano dzień zacząłem od powiadomienia Samanty o planie na dziś. Mieliśmy udać się do pewnego miejsca. Po drodze do jej komnaty odwiedziłem dzieciaki. Ich komnata wyglądała zabawnie, kiedy tam siedzieli. Olbrzymie zdobienia i dwa małe dzieciaki. O Munga się nie martwię. Jest podobny do mnie. Daje sobie radę. Bardziej martwiło mnie to, że Fen jest podobny do swojej matki. Jest współczujący i wrażliwy. Jest też niestety zbyt ufny.
W końcu stanąłem w drzwiach pokoju Samanty. Wziąłem głębszy oddech i pchnąłem drzwi do jej komnaty. Niech mnie szlag trafi! Problem w tym, że nie zapukałem. Kiedy postawiłem nogę w pokoju widziałem ją. Stała do mnie plecami i właśnie miała zdjąć koszulę nocną, żeby się przebrać. Zasłoniłem oczy- Czy mogłabyś z tym poczekać?
-Loki?! Co ty tu?! Zaczekaj- zniknęła w swojej łazience.
O mały włos. Chyba nauczę się pukać... Zaraz, że co? Ja, król Asgardu Loki miałbym pukać? To niedorzeczność! To byłby jej problem nie mój! Co się ze mną dzieje? Nie wiem...
-Loki... Mógłbyś pukać na przyszłość?- dziewczyna wyszła z łazienki.
-Raczej nie.- popatrzyła mi prosto w oczy i lekko pokręciła głową. Ten gest... Tak znajomy.
-Musisz się przygotować. Jutro jedziemy do Muspelheimu, gdzie przeprowadzimy małe dochodzenie... Za miesiąc ma się odbyć twoje odrodzenie.
-Zaraz, co?
-Odrodzenie. Gdybyś szybciej czytała, to byś wiedziała. Przeczytaj książki ode mnie, a zrozumiesz. Na razie idę jeszcze ustalić szczegóły wyjazdu. Wieczorem przyjdę cię poduczyć. Zobaczymy, czy odrobina zamieszania nie pogorszyła twoich umiejętności jeszcze bardziej- O tak. Wieczorem czeka ją ciężki trening. Może na przykład łączenie żywiołów, cieni i świateł? Spojrzałem na sztalugę. To co tam zobaczyłem...
-Co ty...?
*Loki *
Kiedy wróciłem do pałacu, była późna noc. Udałem się do komnat Samanty. Otworzyłem drzwi. Otoczył mnie zapach Asgardzkich kwiatów. Dziewczyna leżała na łożu. Jej włosy opadały jej na ramiona. Nawet ja musiałem przyznać, że jest piękna. Jej twarz miała niewinny wyraz. Jej skóra była biała jak śnieg. Miała długie, czarne, rzęsy i delikatnie zaróżowione policzki.
Postanowiłem rozejrzeć się po jej komnacie. Nie było tu zbyt wielu rzeczy. Jedyne, co zauważyłem nowego, to sztaluga a na niej płótno. Naokoło były porozstawiane farby. Na malunku widać już było zarys dwójki ludzi. Najprawdopodobniej była to para zakochanych. Podszedłem do jej biurka. Na nim leżał rysunek. Było to oko. Niby nic nadzwyczajnego. Narysowane całkiem dobrze jak na początek jej nauki. Jedno mnie zaciekawiło. Przyjrzałem się uważniej. Nie zorientowałbym się, gdyby nie inne kawałki twarzy, ale na rysunku... Ona narysowała moje oko. To zdecydowanie nie jest normalne. Ta dziewczyna mnie denerwuje. Zawsze gdy myślę, że znam ją na wylot i już rozumiem jej tok myślenia, ona robi obrót o sto osiemdziesiąt stopni. Rozumiem. Gdy mieszkała ze mną w kryjówce, oszukała mnie. Przyznaję. Ale teraz? Nie rozumiałem co się dzieje w jej głowie.
Poszedłem do mojej komnaty i od razu zorientowałem się, że coś jest nie tak. W moim pokoju mimo zapalonego światła widać było cienie. Na moim łóżku siedział...
-Witaj tatuś. Dawno żeśmy się nie widzieli- powiedział 17-nastolatek.
-Witaj synu. Co cię tu sprowadza?- Szlag! Zapomniałem o nim. Zapewniając mu przetrwanie, sprowadziłem na siebie jego nienawiść.
-No wiesz, nudziło mi się samemu w stajni. Kiedyś chociaż chciało ci się ruszyć tyłek i mnie odwiedzić.
-Sleipnirze!...
-Kiedyś mówiłeś do mnie Sleppie. Może wtedy bałem się powiedzieć ci w twarz, co o tobie myślę i byłem dobrym chłopcem? To po co oddawałeś mnie do dziadka, żeby woził na mnie swoje tłuste dupko?!
-Musiałem cię ratować, nie rozumiesz?!
-To czemu nie uratowałeś matki?!- szczeniak... raczej źrebak przegiął. Wokół mnie utworzyły się małe zielone obłoki z których trzaskały małe pioruny- Tak! Najlepiej rób to co wychodzi ci najlepiej! To twoja wina!!!
Opanowałem się -Lepiej wracaj do siebie. Nie mam teraz czasu z tobą rozmawiać.
Naburmuszony wyszedł z mojej komnaty. Westchnąłem. Miał rację. Zamiast ją ratować, ja stałem i przypatrywałem się, jak uchodzi z niej życie. Położyłem się na łóżku i zasnąłem. Całą noc dręczyły mnie koszmary.
***
Rano dzień zacząłem od powiadomienia Samanty o planie na dziś. Mieliśmy udać się do pewnego miejsca. Po drodze do jej komnaty odwiedziłem dzieciaki. Ich komnata wyglądała zabawnie, kiedy tam siedzieli. Olbrzymie zdobienia i dwa małe dzieciaki. O Munga się nie martwię. Jest podobny do mnie. Daje sobie radę. Bardziej martwiło mnie to, że Fen jest podobny do swojej matki. Jest współczujący i wrażliwy. Jest też niestety zbyt ufny.
W końcu stanąłem w drzwiach pokoju Samanty. Wziąłem głębszy oddech i pchnąłem drzwi do jej komnaty. Niech mnie szlag trafi! Problem w tym, że nie zapukałem. Kiedy postawiłem nogę w pokoju widziałem ją. Stała do mnie plecami i właśnie miała zdjąć koszulę nocną, żeby się przebrać. Zasłoniłem oczy- Czy mogłabyś z tym poczekać?
-Loki?! Co ty tu?! Zaczekaj- zniknęła w swojej łazience.
O mały włos. Chyba nauczę się pukać... Zaraz, że co? Ja, król Asgardu Loki miałbym pukać? To niedorzeczność! To byłby jej problem nie mój! Co się ze mną dzieje? Nie wiem...
-Loki... Mógłbyś pukać na przyszłość?- dziewczyna wyszła z łazienki.
-Raczej nie.- popatrzyła mi prosto w oczy i lekko pokręciła głową. Ten gest... Tak znajomy.
-Musisz się przygotować. Jutro jedziemy do Muspelheimu, gdzie przeprowadzimy małe dochodzenie... Za miesiąc ma się odbyć twoje odrodzenie.
-Zaraz, co?
-Odrodzenie. Gdybyś szybciej czytała, to byś wiedziała. Przeczytaj książki ode mnie, a zrozumiesz. Na razie idę jeszcze ustalić szczegóły wyjazdu. Wieczorem przyjdę cię poduczyć. Zobaczymy, czy odrobina zamieszania nie pogorszyła twoich umiejętności jeszcze bardziej- O tak. Wieczorem czeka ją ciężki trening. Może na przykład łączenie żywiołów, cieni i świateł? Spojrzałem na sztalugę. To co tam zobaczyłem...
-Co ty...?
Subskrybuj:
Posty (Atom)