wtorek, 22 maja 2018

Rozdział 8

Czas zmian

Odwróciłam się i spojrzałam prosto w błyszczące podekscytowaniem oczy mojej mamy. Czułam jak bardzo jestem zarumieniona. Szlag.
- Byłaś na randce, całowałaś się i nic mi nie powiedziałaś. Co za niegrzeczne dziecko- podeszła do mnie. Przełknęła ślinę.
-Miałam ci powiedzieć zaraz po obudzeniu mamo. 
-Oczywiście! Ale skoro już nie śpię...
-Zaraz- coś sobie uświadomiłam- skąd wiesz że go pocałowałam?
Teraz to mama wyglądała na zmieszaną.
-Ja... słyszałam ze wchodzisz ale nie było cie długo i spojrzałam przez otwór w drzwiach...
-Ile tak na prawdę patrzyłaś?- wykzywilam usta. Do Hell z tą jej dociekliwością...
-Chwilkę, przysięgam. Ale musisz mi teraz wszystko...
-Jutro mamo. Jestem strasznie zmęczona- rzuciłam i poszłam do pokoju.
-Dobranoc kochanie!
-Dobranoc FBI- pokazałam jej język obracając się w drzwiach. Uśmiechnęła się ciepło i zniknęła w sypialni. Pokręciłam głową i przebrałam się w piżamę. Nie mogłam zasnąć. Nie mogłam nic zrobić poza myśleniem o nim. Czułam motyle w brzuchu ale tez coś innego. To było uczucie jakby ogień wypalał moje wnętrze. Może jestem osłabiona? Po wielu godzinach odpłynęłam do krainy fantazji...

-Nie! - krzyknęłam i rzuciłam się do przodu. Mój cały bok przeszył okrutny ból. Zawyłam. Napastnik został rozbrojony. Złapali go. Dobrze. Jesteś bezpieczny kochanie. 
-Ratuj ją! Proszę!- głos mojego ukochanego był pełen desperacji. Nie mogłam go uspokoić. Chciałabym móc ci powiedzieć żebyś nie płakał. W końcu mogłam poświęcić ci moje serce. Zaniosłam się kaszlem. Czułam krew wsiakajacą w moje futro.
-Nie mogę... przykro mi, mogę pomóc jej w inny sposób ale nie spodoba...
-Pomóż jej jak zdołasz. Zrobię wszystko.
-Dobrze, ale nie wiń mnie potem synu.
Poczułam jak ciemność mnie zasysa. Czułam się tak jakbym stawała się gwiazdą i spadała gwałtownie w dół. W końcu udało mi się krzyknąć, więc krzyczałam i wołałam. Uratuj mnie...
-Loki! 

Ze snu wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Wstałam i zakryłam się kołdrą. Byłam rozpalona. Sięgnęłam po moją butelkę wody i opróżniłam ją jednym łykiem. Nie przyniosło mi to zbyt wiele ulgi, jednak zawsze lepiej spróbować wszystkiego. Przeciągnęłam się i narzuciłam na siebie czarny szlafrok. W swojej łazience przemyłam twarz, umyłam zęby i rozczesałam włosy. Kiedy tylko stwierdziłam że nie wyglądam jak potwór wyszłam zobaczyć kto przyszedł do nas o tak wczesnej porze. Z kuchni dobiegały stłumione radosne głosy. Otworzyłam drzwi i od razu pożałowałam że nie zastanowiłam się nad moim strojem chwilę dłużej. 

Przy stole siedziała moja mama i z szerokim uśmiechem opowiaała coś Leifowi stojącemu przy kuchence z patelnią w ręce. Zapach zwalał z nóg. Na dźwięk otwieranych drzwi oboje spojrzeli na mnie. Twarz chłopaka od razu rozjaśnił piękny uśmiech.
-Witaj piękna, wyspałaś się?- jego łagodne oczy sprawiały że moje serce miękło. Zaczesałam włosy za ucho.
-Całkiem, a ty?- niechciałam opowiadać przy mojej mamie o dziwnych snach które mnie dzisiaj dręczyły.
-Spałem lepiej niż kiedykolwiek wcześniej- No i udało mu się. Czułam jak moje policzki oblewa rumieniec.
-Ach młoda miłość...- moja mama głośno przypomniała nam o swoim istnieniu. Podeszłam do stołu i usiadłam obok niej, tak by mieć dobry widok na Leifa- Gdybym wiedziała że po pierwszej randce ktoś może wpaść zrobić śniadanie to nigdy bym nie wyszła za twojego ojca- puściła mi oko i zwróciła się zpowrotem do gotującego- Miałeś właśnie opowiedzieć mi o swoich rodzicach. Jeszcze raz czym się zajmują? 
-Mój ojciec jest zarządcą niezbyt dużego miasta, a matka była jego prawą ręką, ostatnio jednak udała się w długą podróż- cień przemknął po jego twarzy, ale moja rodzicielka zdawała się go nie zauważać. Przez następne 10 minut słuchaliśmy o jej marzeniach o podróży wokół świata i o tym jak bardzo chciałaby  poznać wszystkie kulinarne zwyczaje różnych krajów. Przerwał jej budzik.
-Gotowe- Leif uśmiechnął się promiennie- Smacznego moje panie.

Na moim talerzu piętrzyły się naleśniki ze zrobioną przez chłopaka polewą z czekolady i dżemu pożeczkowego. Potrawa rozpływała się w ustach. Jeśli faktycznie jesteśmy parą to chyba przytyję. Gdy tylko skończyłam jeść pobiegłam się ubrać. Jeden dzień po pocałunku to dla mnie trochę za mało żeby paradować przy nim w samym szlafroku. Narzuciłam na siebie swoją turkusową zwiewną sukienkę i poszłam do kuchni, gdzie moja mama już zajmowała się naczyniami. Rzuciła mi torbę.
-Nie otwieraj, to niespodzianka- posłała mi buziaka- A co do ciebie chloptasiu- zwróciła się do mojego towarzysza- to mam nadzieje że jeszcze porozmawiamy. Bawcie się grzecznie! 

Gdy wyszliśmy z mieszkania spojrzałam na Leifa pytająco.
-Masz pojęcie o co jej z tym chodzi?- wskazałam na torbę. Uśmiechnął się tajemniczo.
-Prawdopodobnie wiem. Ale żebym powiedział musisz mnie przekonać- Od razu przybliżyłam się do niego i złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek- Niezła próba kochana, ale nie sprawisz że zepsuję niespodziankę- cmoknąłem mnie w policzek i wydłużył krok. 

Tramwaj wiózł nas w nieznanym mi kierunku. Oglądałam widoki z zapartym tchem. Nie wiedziałam że w tym mieście są takie trasy! Na moim ramieniu cały czas spoczywała ręka chłopaka. Czułam się jakbym mogła zacząć latać z radości. W końcu wysiedliśmy i ruszyliśmy cichą alejką do przodu. Przed nami zza ściany drzew było słychać śmiechy i plusk wody.
-Gotowa poznać parę osób i ochłonąć nieco? 
-Poznać parę osób?- przełknęłam nerwowo ślinę. Nie byłam świetna w zapoznawaniu się z ludźmi.
-Nie martw się, wszystko już o tobie wiedzą. To moi najlepsi przyjaciele. Teraz tylko muszą cię zobaczyć.
Nie zdążyłam już zaprotestować. Przebiliśmy się przez drzewa. Widok zapierał dech w piersi.

Basen był w połowie stworzony z naturalnego stawu i małego wodospadu. Woda była krystalicznie czysta. Na brzegu siedziało czterech mężczyzn i dwie kobiety. Byli podobni do Leifa- inni, jaśni i w pewnym sensie doskonali. Dziewczyny spojrzały na mnie. Jedna z nich się uśmiechnęła, druga zaś zlustrowała mnie spojrzeniem i prychnęła. 

W co ja się wpakowałam?


poniedziałek, 21 maja 2018

Rozdział 7

Specjalne Miejsce

Rozejrzałam się. Znałam już to miejsce ale tym razem czułam się inaczej. Trochę dziwnie. Nie do końca wiedziałam co zrobić ani jak się zachować.
- Chodź do kuchni, pomożesz mi - Leif podał mi nóż i tackę. Dorzucił jeszcze trochę warzyw i wyjaśnił mi czego potrzebuje w jakiej formie. Sam zaczął krzątać się po kuchni. Gdy skończyłam przypisane mi zadanie uśmiechnął się i kazał mi poczekać w salonie i obiecać, że nie będę podglądać.
- Dlaczego? Może mnie czegoś nauczysz? - rzuciłam. Nie byłam mistrzem gotowania a patrzenie na niego w trakcie pracy ukazywało mi całkowicie nowe jego oblicze.
- Czarodziej nie zdradza swoich sztuczek - wyszczerzył zęby i gestem kazał mi odejść. 

Posłuchałam go. Powoli ruszyłam w stronę kanapy i usiadłam. Wzięłam do ręki swój szkicownik i zaczęłam rysować. Powoli z losowych linii i zawijasów zaczęła wyłaniać się twarz. Jego oczy trudne do uchwycenia, ale po paru próbach udało mi się. Gdy patrzyłam na swoje dzieło przeszedł mnie dreszcz. Wyglądał jak żywy. Z zamyślenia wyrwało mnie powolne klaskanie. Chłopak stał za mną i wpatrywał się w szkic.
-  Pięknie uchwyciłaś to jak bardzo jestem wspaniały. A teraz jeśli jesteś gotowa skupić się na chwilę na czymś innym niż ja, to zapraszam do stołu - zapłonęłam rumieńcem, ale nie skomentował tego. Podał mi tylko rękę, odprowadził do stołu i odsunął krzesło. Kiedy już oboje siedzieliśmy zaczęliśmy jeść.
- To jest pyszne - moje oczy były szeroko otwarte ze zdumienia. Szczerze nie spodziewałam się, że może być utalentowany kulinarnie. Chłopakowi mój komplement sprawił przyjemność.
- Nie powinnaś była mieć co do tego wątpliwości moja droga, w końcu to ja - przewróciłam oczami na ten komentarz, ale postanowiłam kontynuować temat.
- Jak to robisz? 
- Ach, kwestia odrobiny magii. Nic takiego - machnął ręka i kontynuował posiłek. Podążyła za jego przykładem. Gdy już zjedliśmy Leif umył talerze a ja posprzątałam stół. Później usiedliśmy na kanapie i rozmawialiśmy jeszcze trochę. Za oknem robiło się ciemno i nawet się nie zorientowałam gdy...
- ... Samanto, Samanto, musisz wstać - głos chłopaka przywrócił mnie do rzeczywistości. Podniosłam głowę i zorientowałam się, że musiałam zasnąć na jego ramieniu w trakcie rozmowy. Było mi strasznie głupio i starałam się nie patrzeć w te niesamowite, przeszywające mnie na wylot oczy. On jednak nie wydawał się zakłopotany sytuacją. Uśmiech był wymalowany na jego twarzy - Wstałaś. Już się bałem, że zemdlałaś czy coś. Odwiozę cię do domu, co ty na to? 
- Chętnie bym została, ale chyba nie będę w stanie nie zasnąć - odwzajemniłam uśmiech.

Jechaliśmy w milczeniu, co jakiś czas chłopak łapał mnie za rękę. Byłam lekko nieprzytomna i podobało mi się to, więc nawet nie skomentowałam jego działań. Cieszyłam się po prostu ostatnimi chwilami naszego spotkania. Leif odprowadził mnie na górę, jednak nie dzwoniliśmy do drzwi. Patrzyliśmy sobie w oczy i staliśmy w bezruchu. Po chwili poczułam swoją rękę na jego policzku, druga zaś sięgała do jego włosów. Objął mnie ramieniem i poczułam się tak bezpieczna jak nigdy w życiu. Jego usta znajdowały się milimetry od moich.
- I co teraz? - wyszeptał w moje wargi. Postanowiłam go uciszyć żeby nie miał szans zepsuć tego momentu. Przycisnęłam się do niego bliżej i pocałowałam go najdelikatniej jak umiałam. Gdy się od siebie oderwaliśmy oparłam głowę o jego ramię i tuliliśmy się przez długi czas. Byłam wykończona, ale szczęśliwa. Chciałam żeby ten moment nie miał końca, jednak po jakimś czasie głośno ziewnęłam. Przeklełam się w głowie, bo Leif odsunął się ode mnie. Pogłaskał mnie po policzku. 
- Powinnaś już iść spać. Obiecuję ci, że jutro przyjdę, dobrze? 
- Dobrze - powiedziałam rozespanym głosem. Odszedł do windy i czekał aż wejdę do mieszkania. Pomachałam mu i weszłam do domu. 

W przedpokoju było ciemno. Spodziewałam się, że rodzice będą już spali, więc robiąc jak najmniej hałasu zdjęłam buty i miałam już ruszyć w stronę swojego pokoju gdy usłyszałam głos.
- No, no, no... ktoś ma się z czego tłumaczyć...

*Oczami Leifa*

Siedziałem już u siebie w domu od trzydziestu minut a mimo to dalej czułem jej zapach i miękkość jej ust. Czekałem na ten moment tak długo. Czasami nie wierzyłem, że kiedykolwiek mi się uda. A teraz? Pocalowala mnie. Nie chciała żebym odchodził. To znaczyło tylko jedno. To na pewno ona. Teraz wystarczy już tylko zaczekać.



piątek, 18 maja 2018

Rozdział 6

W końcu

Nadeszła sobota. Czas mojego wyjścia z Leifem. Wstałam i przeciągnęłam się. Byłam tak podekscytowana. Przygotowałam się. Długie włosy związałam w luźny warkocz. Założyłam czarną sukienkę z ramiączkami i ozdobami ze złotych łańcuszków. Oczy podkreśliłam delikatną kreską, a usta ciemną szminką. Wyglądałam dobrze. Uśmiechnęłam się szeroko do mojego lustra, ale zaraz spochmurniałam.

Skąd wiedział?

Otrząsnęłam się z tych myśli i wzięłam szkicownik. Mam dzisiaj przed sobą przyjemny dzień. Kiedy wychodziłam zaczepiła mnie mama.
- Wychodzisz? Myślałam, że wolisz rysować w domu...
- Jestem umówiona na spotkanie - znałam jej reakcję jeszcze zanim się odezwała - Tak, z Leifem.
Mama uśmiechnęła się radośnie.
- Wiedziałam! To się musiało w końcu stać, przecież widzisz jak na ciebie patrzy - nie wiedziałam o co jej chodzi, ale już byłam spóźniona więc nie wyprowadzałem jej z błędu. 

Pogoda była doskonała. Nie było za gorąco, ale nie zanosiło się także na deszcz. Zaczęłam się rozglądać. Mniej więcej tu byliśmy umówieni na spotkanie.
- Cześć płomyczku - głos tuż przy moim uchu sprawił, że podskoczyłam wysoko w górę - No pięknie skaczesz. A teraz idziemy? 
- Tobie też cześć - fuknęłam na niego udając obrażoną, ale moje serce biło jak szalone. Bynajmniej nie ze strachu. Chłopak miał na sobie dopasowaną zieloną koszulę a na szyi rzemień z kłem. Miał też na sobie czarne spodnie i miałam nadzieję, że nie nosi codziennie tych samych - Gdzie chcesz iść.
- Nie często spotykam się z ludźmi więc pozwoliłem sobie sprawdzić gdzie zwyczajowo wychodzi się z dziewczynami - wyszczerzył zęby - mogłem też dodać parę rzeczy sam. 
- W takim razie nie mogę się już doczekać - powiedziałam próbując ukryć rumieniec. Czy on uznał to za randkę? I czy ja uznawałam to za randkę? 

Pierwszym naszym przystankiem było zoo. Minęliśmy kolejkę po bilety. Bramkarz przywitał Leifa i wpuścił nas do środka. Uniosłam pytająco brwi.
- Długo tu pracowałem - odpowiedział na moje nieme pytanie - Jakie zwierzęta lubisz najbardziej? 
- Wilki - odparłam bez chwili zastanowienia. Coś jakby cień bólu przemknęło przez jego twarz, zaraz jednak złapał mnie za rękę i pociągnął w głąb zoo.
- Masz szczęście. Moja rodzina finansuje wybieg dla wilków. To jedyny taki w całym tym miejscu.

Stanęliśmy przy dość wysokiej siatce. Nie było widać w środku zwierząt ale trudno było sięcze dziwić. Wszędzie w środku rosły wysokie drzewa a teren był spory. Leif prowadził mnie dalej w okół aż dotarliśmy do furtki. Wyciągnął klucze a mnie przeszył dreszcz.
- Chcesz tam wejść? - może i kocham wilki, ale wiem, że nawet te w zoo są dzikimi zwierzętami i mogą zrobić człowiekowi krzywdę. 
- Jesteś ze mną. Nie masz się czego bać.
Dziwne uczucie pojawiło się w moim sercu. Mogę mu ufać. Jestem przy nim bezpieczna.
Skąd wiedział?
Zależy mi na nim.
Jak się tam znalazł?
Chcę z nim tam pójść. 
Weszliśmy do środka. 

Gdy doszliśmy do centrum wybiegu stał tam jeden wilk. Miał piękne brązowe futro i patrzył mi prosto w oczy. Odwrócił łeb i spojrzał na mojego towarzysza. On wyciągnął rękę w jego stronę, a zwierze niczym pies podeszło do niego i wepchnęło mu głowę pod dłoń. Wydało z siebie dziwny dźwięk i z pomiędzy drzew wyszło parę innych stworzeń w tym młode. 
- Czy ja też mogę...? - zapytałam cicho nie chcąc ich spłoszyć. Chłopak uśmiechnął się ciepło.
- Oczywiście. Po to tu jesteśmy.

Bawiliśmy się z wilkami dwie godziny. Na moich kolanach układały się szczenięta zaś do Leifa łasiły się wszystkie dorosłe wilki. Poza jednym. Brązowa samica którą widzieliśmy siedziała i obserwowała nasze poczynania. To ona była przywódczynią stada i musiała pilnować swoich. Z wybiegu wyszliśmy kiedy miałam już kilkanaście szkiców wilków. Kiedy podchodziliśmy do bramy za nami podążyła wilczyca i polizała mnie po dłoni. Potem schyliła głowę i wróciła do zalesionej części terenu.
- Szanuje cię - przerwał ciszę Leif. Uśmiechał się radośnie i mam wrażenie, że nie widziałam go jeszcze tak szczęśliwego. Musi mu zależeć na tym miejscu. Odwzajemniła jego uśmiech - Chodź, czas na kolejny trochę zmieniony tradycyjny przystanek. Idziemy na kolację.

Do miejsca gdzie mieliśmy zjeść szło się przez park. Nie wiedziałam gdzie idziemy. Zaczęło robić się gorąco. Sięgnęłam do torebki. Nie wzięłam wody. Ten chłopak ma na mnie zły wpływ. Zaczęłam lekko panikować ponieważ czułam się słabo. Myślałam gorączkowo co zrobić. Nie chciałam w końcu żeby widział jak słabowita jestem...

W roztargnieniu potknęłam się o własne nogi. Już w wyobraźni czułam uderzenie o chodnik ale...
- Jeśli masz lecieć, to spokojnie możesz na mnie - chłopak złapał mnie i przytrzymał. Mimo tego, że słabo się czułam, przewróciłam oczami.
- Na prawdę? Nie wymyśliłeś nic lepszego? - uśmiechnął się i ominął moje pytanie. Zaraz potem jego twarz przybrała lekko zmartwiony wyraz.
- Jesteś strasznie gorąca - już miałam coś powiedzieć ale kontynuował - i nie mówię tego na złość. Słabo się czujesz? - kiwnęłam głową - Masz wodę? - pokręciłam a on westchnął - W takim razie nie mam wyboru.
Chciałam zapytać o co mu chodzi ale nie zdążyłam. Poprawił ustawienie swoich dłoni i wziął mnie na ręce. Przyczepiłam się do niego kurczowo.
- Leif, proszę nie, odstaw mnie, proszę proszę proszę - zaczęłam szybko mówić. Nie lubię być podnoszona. Zawsze boję się, że ktoś mnie upuści. 
- Czyżby silna i odważna Samanta się bała? Ach, droga na miejsce będzie przezabawna!
Mimo moich licznych protestów nie puścił mnie przez całą drogę. Po jakimś czasie zaczęłam rozpoznawać otoczenie. Byłam już tutaj. Po paru chwilach rozpoznałam blok. To tutaj mieszka Leif.
- Idziemy do ciebie?
- Uzanalem, że skoro ty pokazałaś mi swoje piękne rysunki ja mogę cię uraczyć moją sztuką. 

Już wtedy byłam pewna, że będzie zabawnie.



poniedziałek, 14 maja 2018

Rozdział 5

Rozkwit

W środku tygodnia nie miałam już pojęcia co czuję. Leif czasem był chamem i nie dało się z nim wytrzymać pięciu sekund, a zaraz potem był zabawny, dzielił się ze mną swoimi zainteresowaniami i potrafiliśmy rozmawiać przez długie godziny. Często zdarzało się mu odprowadzać mnie do domu. Kiedy to robił też się zmieniał. Nie rozmawialiśmy, trwaliśmy w przyjemnej ciszy. Wydawał mi się wtedy zamyślony i było w nim coś niesamowitego. Wyglądał dostojnie, jakby był królem przechadzającym się po swoich włościach. Czasem gdy mu się tak przyglądałam zdarzało się, że spojrzał na mnie. Jego oczy były tak głębokie i pełne pewnego rodzaju ciepła. Po chwili otrząsał się i patrzył na mnie z lekkim zdziwieniem. Tak wyglądała nasza rutyna przez ostatnich parę dni.

W piątek wieczorem nie było inaczej. Pod moim blokiem pożegnaliśmy się i chłopak ruszył w swoją stronę, a ja chwilę za nim patrzyłam. Gdy tylko straciłam go z oczu odwróciłam się w stronę domu, jednak na coś wpadłam. Grupa dziewczyn blokowała mi drogę. 
- Kogo my tu mamy? Mała Samanta bez swojej obstawy. Masz nam coś do powiedzenia? - zaczęłam rozpoznawać parę twarzy. Trudno było ich nie poznać. Były najpopularniejszymi osobami w szkole. Nawet nie integrując się z nikim miałam okazję o nich usłyszeć. Postanowiłam milczeć i ruszyłam żeby je wyminąć. Zablokowały mi drogę - Zapytam ponownie, masz nam coś do powiedzenia?
Zadrżałam. To nie mógł być przypadek. Są tu wszystkie. Pod moim domem. Akurat wtedy kiedy jestem sama. 
- Przepraszam, że na was wpadłam, mogę już iść?- spróbowałam ale miałam podejrzenie, że raczej mi się nie uda.
- Myślisz, że o to nam chodzi? - roześmiała się. Dziewczyna która mówiła pstryknęła palcami. Zapanowała cisza - Chcemy tylko przekazać ci wiadomość. Trzymaj się z daleka od Leifa. Jest mój - była blisko mnie i wyciągnęła rękę by mnie złapać gdy...
- Tak? Zobacz, nie wiedziałem - głos dobiegł tuż zza mnie. I faktycznie, chłopak stał przy mnie i położył mi rękę na ramieniu - Zdecydowanie wolałbym być jej jeśli mam wybór - dziewczyna aż syknęła z poirytowania. Leif złapał ją za rękę której nie zdążyła cofnąć - A teraz odczepicie się od niej i grzecznie pójdziecie do domów. Rozumiemy się? 
Blondynka kiwnęła głową i zwęziła oczy. Jej koleżanki patrzyły na nią zdziwione.
- Chodźmy dziewczyny. Nie marnujmy na niego czasu.

Oddaliły się. W końcu odetchnęłam. Odwróciłam się do zielonookiego. Nie wyglądał na zadowolonego. 
- Jeśli kiedykolwiek stanie się znowu coś takiego to odwracasz się i biegniesz. Najlepiej krzycząc. Wtedy ktoś może ci pomóc. Rozumiesz? - jego twarz nie zdradzałaby żadnych emocji gdyby nie lekko zmarszczone brwi. 
- Dziękuję, że mi pomogłeś. Trochę się bałam - przyznałam mu. Następnym razem jak tylko coś takiego się stanie zacznę biec i krzyczeć. Nie tylko dlatego, że on mnie poprosił.
- Nie ma sprawy. Po prostu wracaj już do domu. Odprowadzę cię pod drzwi.

Pod drzwiami przywitał się z moją mamą i bez słowa odszedł. Było mi przykro, że jest zły ale coś nie dawało mi spokoju.
- Może to jednak twój chłopak? Z taką pasją cie odprowadza - zażartowała moja mama. Odpowiedziałam jej uśmiechem, ale nie sięgał on moich oczu. Zamknęłam się w pokoju i leżałam na łóżku, a w mojej głowie odbijało się jedno pytanie.
Jak znalazł się obok mnie tak szybko i skąd wiedział, że potrzebuję pomocy? Nie były głośno gdy mnie zaczepiały. Stały patrząc w stronę z której nadszedł i go nie zauważyły? Dręczona tymi pytaniami zapadłam w niespokojny sen, a w nim widziałam wielkiego czarnego wilka o jego oczach.

*Z perspektywy Leifa* 

Nie jest dobrze. Jestem tu dwa tygodnie i Ona już znalazła Samantę. Muszę się Nią jakoś zająć, ale i lepiej zamaskować swoją obecność tutaj. Nie powinna była tak łatwo mnie oszukać. 
- Bardzo nieładnie się zachowałeś kochany - na dźwięk Jej głosu przeszły mnie ciarki - Nie powinieneś się cieszyć, że tu jestem?
- Na twój widok cieszyłbym się tylko gdybyś miała wystającą rękojeść sztyletu z brzucha - warknąłem i odwróciłem się w jej stronę. Zmierzyłem ją wzrokiem. Była wysoką blondynką o niezdrowo zielonych oczach. Miała pełne kształty i poruszała się jak drapieżnik na polowaniu - Czego tu chcesz? 
- Wiesz czego chcę. Ten kundel ma zdechnąć. Jesteś mój.
- Póki ona żyje nigdy nie będę twój. Znasz wolę mojego ojca.
- Twój ojciec nie ma wiele do powiedzenia. Zostało mu za mało czasu. 
- I wtedy rządzić będzie mój brat idealista. Jak myślisz, co z tobą zrobi? - uśmiechnąłem się słodko. Syknęła.
- Gdybyś tylko przejrzał na oczy. Jeśli będziesz ze mną moglibyśmy rządzić razem. Mógłbyś się go w końcu pozbyć! 
- Może. Ale może nie zależy mi żeby się go pozbywać. 
- Jeszcze tego pożałujesz.
- Ty pożałujesz - podszedłem bliżej - jeśli kiedykolwiek zobaczę ciebie lub twoich sługusów blisko niej - złapałem ją za szyję. Tylko się wyszczerzyła.
- Zobaczymy - wywinęła mi się i zniknęła w mroku - Zobaczymy słodki książe...






piątek, 11 maja 2018

Rozdział 4

Zmiany

Dzwonek do drzwi. Tak bardzo nie spodziewaliśmy się tego dźwięku, że odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni. Ja odwróciłam wzrok a on poszedł zobaczyć kto przyszedł. Wydawał się być wkurzony. Przeczesałam włosy palcami i wzięłam głęboki wdech. Czy ja właśnie prawie go pocałowałam? Po całym tym podpuszczaniu mnie i tych wszystkich chamskich podrywach? Byłam wściekła, ale nie byłam już pewna na kogo: na siebie, na niego czy na osobę która zadzwoniła do jego drzwi. 
- ... Już ją wołam - usłyszałam głos chłopaka - Samanto, twoja mama już czeka - ciszej dodał - Uważaj na siebie dobrze? Nie zmuszaj mnie do bycia miłym zbyt często - puścił oko i odprowadził mnie do drzwi. 

poniedziałek, 7 maja 2018

Rozdział 3

On tu jest

Minęły już dwa tygodnie. Leif nie opuszczał mnie na krok. Nie zmienił też niestety swojego zachowania wobec mnie. Regularnie mnie zaczepia, przysuwa się do mnie i mi dokucza. 

Najgorsze w tym wszystkim jest to że powoli zaczyna mnie to przejmować. Z dnia na dzień coraz trudniej mi udawać, że nie docierają do mnie jego zaczepki. Kiedy wczoraj po wyjściu ze szkoły pocałował mnie w policzek (za co oczywiście dostał mocnego kopniaka) trudno było mi już ukryć rumieniec. 

Żeby jeszcze weekendy pomagały mi zapomnieć o tym co się dzieje w szkole... Ale oczywiście, że nie. Nocami śnią mi się jego hipnotyzujące oczy, a za dnia rozpoznaję go w każdym narysowanym przeze mnie chłopaku. Nie wiem czemu jego obecność sprawia że całe moje wnętrze postanawia się przeorganizować, ale zdecydowanie mi to nie pasuje. Muszę chwilę o nim nie myśleć. Idę pobiegać. 

niedziela, 6 maja 2018

Ogłoszenie

Witam wszystkich!

Jak pewnie zauważyliście na blogu pojawiły się reklamy. Jeśli chcecie wesprzeć moje pisanie możecie od czasu do czasu w jedną z nich kliknąć. Możecie także zgłaszać zażalenia co do treści reklam- jeśli podacie mi ich krótki opis i link do którego odsyłają, będę mogła je wyłączyć na stałe.

Wasze wsparcie i opinia wiele dla mnie znaczy. Jeśli chcielibyście zobaczyć coś nowego na stronie- komentujcie!

Dodam także, że posty będą pojawiały się w poniedziałki i piątki, więc nie martwcie się przerwą w środku tygodnia- jestem z wami!

Dziękuję że ze mną jesteście!

-Wasza Sigyn                               

piątek, 4 maja 2018

Rozdział 2

Kim jestem?


Otworzyłam oczy. Budzik dzwonił już pewnie od dobrych pięciu minut. Skrzywiłam się lekko poirytowana. Miałam naprawdę niesamowity sen i budzenie się nie było teraz dla mnie wesołą opcją. W pokoju było ciemno, rozchyliłam więc zasłony i pozwoliłam słońcu ogrzać moją skórę. Podeszłam do lustra i stwierdziłam, że nie jest ze mną najgorzej. Moje niesforne czarne włosy zamiast opadać na boki utrzymywały się zaczesane do tyłu, a oczy mimo niewyspania nie były zapuchnięte. Czuję, że to będzie mój dzień! Wsunęłam się w moje czarne jeansy a na górę narzuciłam zieloną bluzkę odsłaniającą kawałek bladego, płaskiego brzucha. Złapałam swoją teczkę i cichutko wysunęłam się z pokoju. 

środa, 2 maja 2018

Rozdział pierwszy

Twoje oczy...

Moja jedyna ( tak, przysięgam że jedyna),

   Minęło tyle czasu od kiedy widziałem coś tak niesamowitego jak Twoje oczy. Przemierzałem galaktyki (w części z nich robiąc całkiem spore zamieszanie), odwiedzałem planety (nie wiem czemu nie przyjmowano mnie tam jak boga którym jestem) i wędrowałem między wymiarami (bardzo dziwne uczucie szczerze mówiąc). Mam tron, sławę bohatera i niczego mi nie brakuje. Niczego poza Tobą u mego boku. Jestem tym kim jestem. Wiem że potajemnie każdy czeka na mój jeden błąd, jedno moje potknięcie. Ale ty byłaś inna ukochana. Tylko Ty widziałaś we mnie kogoś więcej niż psotnika i drugiego księcia. Dla Ciebie byłem królem... Żebyś tylko mogła wiedzieć co ja czuję. Nie byłaś nigdy moją królową (słuchaj mnie dalej, nie denerwuj się). Byłaś kimś dużo więcej. Jedyną boginią w Asgardzie godną tego miana. I gdybym miał tylko jedną okazję żeby znowu cię oglądać i móc usłyszeć z Twoich ust "Kocham Cię", oddałbym za te dwa słowa wszystko co tylko mam, wszystko na czym mi zależy. Śniłaś mi się dzisiaj pierwszy raz od czasu Twojego zniknięcia (a uwierz mi, minęło duuużo czasu) , więc piszę do Ciebie list. Może to był znak i faktycznie Cię w końcu znajdę? Nie ważne ile zajmie mi szukanie Cię. Mógłbym czekać na Ciebie i do końca świata... (Chociaż wolałbym zobaczyć Cię wcześniej). Przyśnij mi się dziś znowu i podpowiedz gdzie mam cię szukać.
 

                                                                                                          Twój na zawsze,
                                                                                                                                     Loki Laufeyson



                                                                         *    *   *

"Szukaj mnie w Midgardzie" odezwał się szept w jego głowie.
Tylko nie Midgard... Zdążył pomyśleć, zanim spadł na niego sen. A śniły mu się jej załzawione oczy.

PRZEPRASZAM

Hej, dawno mnie tu nie było i ogromnie mi wstyd. Ten blog był dla mnie długo czymś ważnym i nie powinnam była go od tak zostawić. Postanowiłam spróbować. Poprzednia historia wydaje mi się odrobinę naciągna więc uwaga: spróbuję od nowa. Nowy świat, nowe (może podobne) zdarzenia i wasze ulubione postaci. Mam nadzieję że jeszcze ktoś pamięta o tym blogu i dla kogoś jego odnowienie będzie znaczyło tyle co dla mnie.







UWAGA SPOILERY INFINITY WAR W DALSZEJ CZĘŚCI POSTU ( i pewnie w komentarzach)